CO TO JEST STOPIEŃ NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI?
artykuł osiemnasty, 2.12.2011

Cukrzyca typu 1 to w mojej ocenie jedna z najciekawszych chorób na świecie. Z jednej strony można z nią zdobywać olimpijskie mistrzostwo (jak wioślarz Michał Jeliński), a z drugiej – oznacza niepełnosprawność. Dotyczy całego naszego życia, ale – jeśli umiejętnie umiejscowimy pompę insulinową – wizualnie kompletnie nie różnimy się od naszych rówieśników. Z jednej strony możemy z nią robić wszystko, a z drugiej – jednak nas ogranicza. Choć to poważna choroba – przewlekła – pozwala nam robić wszystko, nawet jeść słodycze. Oczywiście, jeśli nauczymy się z nią współpracować. I jeśli zgodzimy się na te jej warunki.
Sprawność vs. niepełnosprawność
Każdy inaczej ocenia stan swojego zdrowia. Jedni, choć są z cukrzycą ponad 20 lat, cały czas nie potrafią się z nią dogadać. Gdyby mieli odpowiedzieć na pytanie, czy czują się chorzy, bez wahania odpowiedzieli by twierdząco. Z drugiej strony są też przecież osoby, które mają cukrzycę nawet dłużej, ale nie stanowi ona dla nich żadnego problemu, nie powoduje powikłań, a choć wiadomo, czasem mają złe samopoczucie. Gdyby oni mieli odpowiedzieć na to samo pytanie, to prawdopodobnie powiedzieliby, że czują się zdrowi, a chorzy to są wtedy, gdy mają gorączkę. I w życiu nie pozwoliliby o sobie powiedzieć, że są niepełnosprawni, skoro studiują, pracują, nurkują, biegają w maratonach czy są profesjonalnymi sportowcami.
Prawda jest jednak taka, że organizm osób z cukrzycą typu 1 nie ma pełnej sprawności. Do tego, by ta pełna sprawność się pojawiła, potrzeba nam insuliny i to podawanej tak, by przypominało to pracę zdrowej trzustki. Gdyby z jakiś zewnętrznych przyczyn – wojny, kataklizmu, gigantycznej powodzi – tej insuliny zabrakło, byłoby z nami serio krucho (przeczytajcie sobie artykuł o kwasicy!). Dlatego nie dziwię się, że osoby z „jedynką” nie idą do wojska, mają też problem by pracować w policji czy straży pożarnej. Gdy coś się dzieje, to właśnie te służby muszą pracować najwięcej. A czy ktoś, kto nie ma insuliny, byłby w stanie ratować innych?
Co dla osób z cukrzycą oznacza stopień niepełnosprawności
Ktoś pewnie spyta – no ale dobra, po co mi takie orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, co ono daje, o co w ogóle w nim chodzi? Cóż, związane są z nim konkretnie o ulgi, uprawnienia, większe możliwości leczenia. A czym się od siebie różnią? Osobom do 16 roku życia określa się, czy mają oni niepełnosprawność w ogóle (orzeczenie o niepełnosprawności). Starszym – określa się stopień niepełnosprawności (lekki, umiarkowany, znaczny). Orzeczenie o niepełnosprawności to podstawa do refundacji wkłuć do pompy insulinowej (dzieci mają taką refundację od dłuższego czasu, a od 2011 roku tę samą możliwość mają młodzi ludzie do 26 roku życia). Mając orzeczenie, dziecko może otrzymać także o zasiłek pielęgnacyjny. Po trzecie, orzeczenie w większości miast daje uprawnienia do ulg komunikacyjnych (np. w Warszawie osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności mogą jeździć za darmo, podobnie jak ich opiekunowie). Orzeczenie o niepełnosprawności wydaje się jednak na określony czas – najczęściej do 16 roku życia. Bo w tym wieku, należy już wiedzieć, czy niepełnosprawność ogranicza nas w stopniu lekkim, umiarkowanym czy znacznym. A różne stopnie dają różne uprawnienia.
Osoba z cukrzycą typu 1 najczęściej otrzymuje umiarkowany stopień niepełnosprawności. Co to oznacza? Przede wszystkim – refundację wkłuć (a jeśli jesteśmy powyżej 26 roku życia – możliwość odpisu wydatków na sprzęt rehabilitacyjny od podatku). Po drugie – ulgi komunikacyjne. Po trzecie zaś pewne udogodnienia w miejscu pracy, takie jak np. 10 dni roboczych urlopu więcej (gdy urlop nie przekracza 26 dni). Osoba z orzeczeniem ustawowo ma także krótszy czas pracy: nie 8 godzin dziennie i 40 na tydzień, tylko 7 godzin dziennie i 35 na tydzień na pełnym etacie, jednak od 1 stycznia 2012 roku – tylko na wniosek lekarza), nie powinna pracować w godzinach nocnych i brać nadgodzin (chyba, że chce, a jej lekarz na to zezwala), przysługuje jej także dodatkowe 15 minut przerwy. Orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności podkreśla, że osoba niepełnosprawna jest albo całkowicie niezdolna do pracy, albo tylko w warunkach pracy chronionej. Przy niepełnosprawności umiarkowanej, też sugeruje się pracę w warunkach chronionych, ale wybór miejsca pracy zależy tylko i wyłącznie od niepełnosprawnego – dane stanowisko musi jednak uzyskać pozytywną opinię Państwowej Inspekcji Pracy o przystosowaniu przez pracodawcę stanowiska pracy do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Zatrudniający zaś osobę niepełnosprawną może liczyć na pomoc państwa w całkowitym albo częściowym refundowaniu kosztów pracy takiego pracownika (np. ZUS). I jak powiedziała moja pani z kadr – może liczyć na „dobry PR” :).
Jeśli zaś chcemy sami założyć własną działalność gospodarczą, jeśli sami prowadzimy firmę – powinniśmy wiedzieć, że orzeczenie o stopniu niepełnosprawności zezwala na finansowanie opłat na ZUS przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (ci, którzy mają firmy, wiedzą, jakie to odciążenie). Ponadto, jest wiele programów unijnych aktywizujące osoby niepełnosprawne – m.in. takim osobom „łatwiej” o dofinansowanie na założenie własnej działalności czy pomoc w spłacie kredytu. Z innych ciekawych rodzajów wsparcia warto podkreślić, że orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności daje podstawę do ubiegania się o stypendium socjalne dla osób niepełnosprawnych na studiach. A 300 zł miesięcznie to dla studenta wcale nie jest mało :) !
Co na to pracodawca?
Zalet „posiadania” orzeczenia o (stopniu) niepełnosprawności jest sporo, jednak jeden podstawowy minus sprawia, że wiele osób wcale tego orzeczenia nie chce: jak już mamy to orzeczenie, to na piśmie jest potwierdzone, że jesteśmy niepełnosprawni. Pytanie tylko, czy chcemy się tym dzielić z przyszłym pracodawcą? Wiele osób właśnie to zniechęca najbardziej. Musimy jednak pamiętać, że stoją za nami przepisy o równouprawnieniu i braku dyskryminacji. Oczywiście nie chodzi o to, by już na pierwszym spotkaniu rekrutacyjnym mówić, że mamy orzeczenie i że przysługują nam ulgi, więcej urlopu itp., bo taka taktyka może zniechęcić pracodawcę. Jeśli jednak pomyślnie przejdziemy rekrutację, przyszły szef oceni nasze umiejętności wysoko, zobaczy w nas potencjalnie dobrego pracownika – to wtedy, już przy podpisywaniu umowy takie orzeczenie należy dołączyć. Oczywiście, wszystko zależy od ludzi. Często nie doceniamy naszych pracodawców, albo widzimy ich w ciemnych barwach. Jednak w wielu z miejsc pracy nie tylko pracodawca nie ma nic przeciwko zatrudnieniu osoby niepełnosprawnej, to jeszcze taka osoba może ubiegać się o dofinansowanie lub całkowitą refundację zakupu pompy insulinowej z firmowego funduszu socjalnego.
By dowiedzieć się więcej na temat przysługujących ulg, najlepiej zorientować się samemu – zadzwonić do urzędu skarbowego, do PFRON-u, do NFZ-u, ZUS-u, udać się do firmy zajmującej się transportem miejskim, znaleźć osoby odpowiedzialne za pomoc osobom niepełnosprawnym na studiach. Trzeba jednak pamiętać, że żadna z ulg nie będzie nam przysługiwać, gdy nie będziemy mieć do tego podstawy, czyli właśnie– orzeczenia o (stopniu) niepełnosprawności.
Wyrównanie szans
Ja osobiście w życiu nie powiedziałabym o sobie, że jestem niepełnosprawna. Cukrzyca nie ogranicza mnie w żadnych czynnościach, mogę robić to co inni. Mam jednak dużo dodatkowych obowiązków wynikających z cukrzycy i – dużo wydatków z tego tytułu. Ulgi i świadczenia dla osób z orzeczeniami to nie „prezent” od państwa. To podstawa, która wyrównuje nasze szanse z osobami zdrowymi, które samych wydatków na swoje zdrowie mają znacznie mniej. Dlatego – jeśli jeszcze takiego orzeczenia nie macie (albo macie, a nie wiecie co ono daje) – zainteresujcie się tematem. Nikt Wam nie powie jak coś znaleźć, jak czegoś szukać – musicie to zrobić sami. Ja na przykład o stypendium dla osób niepełnosprawnych na studiach dowiedziałam się przypadkiem, na początku piątego roku studiowania. Cóż – o cztery lata za późno.
Wam życzę lepszego refleksu :)
Katarzyna Gajewska
www.edu-cukrzyca.pl
Do góry