WIRUSY I BAKTERIE KOCHAJĄ CUKRZYCĘ.
artykuł szesnasty, 2.11.2011

„Spotkał katar Katarzynę. A-psik! Katarzyna pod pierzynę – A-psik!...” Wierszyk Jana Brzechwy prześladuje mnie chyba przez całe życie. Nie tylko ze względu na imię głównej bohaterki i „rozprowadzaczki” zarazków, ale także ze względu na to, że w walce z katarem w sezonie jesienno-zimowym jestem prawie zawsze na straconej pozycji. Moja walka z katarem i jego drużyną (zarazki, bakterie, wirusy, grypy, przeziębienia) przypomina nieco pojedynek bokserski Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką. Faworyt jest jeden – pytanie jak długo ten drugi utrzyma się na ringu. (Dla niewtajemniczonych, Witalij Kliczko to mistrz świata wagi ciężkiej, 2-metrowy kolos, a Adamek dopiero od niedawna próbuje swoich sił wśród najcięższych, a najcięższy i największy wcale nie jest. W ostatnim pojedynku – oczywiście wygrał Kliczko, a Adamek zaimponował wytrwałością). W mojej walce z katarem i resztą – ja niestety znów jestem Adamkiem. Ale tym razem padłam na deski już w pierwszej rundzie…
Cukrzyca pogarsza odporność
Jesień to najgorszy czas dla naszego zdrowia. Zarazki rozprzestrzeniają się z prędkością światła – w przedszkolu, szkole, szpitalu, autobusie – wszędzie gdzie są ludzie. Wszyscy kaszlą, smarkają, kichają – przed zarazkami, wirusami i bakteriami uchronić się nie da. I tylko od naszej odporności zależy, czy odeprzemy atak. Niestety – jeśli mamy cukrzycę (i pierwszego, i drugiego typu) – to nasza odporność jest niestety dodatkowo osłabiona.
Przyczyna słabszej odporności jest złożona – z jednej strony podwyższone stężenie cukru we krwi sprawia, że mechanizmy walki organizmu z wrogiem – bakteriami, wirusami, grzybami itp. – są osłabione. Dochodzi do opóźnionej lub nieadekwatnej reakcji komórek odpornościowych na obecność tzw. patogenów (czyli właśnie owych „wrogów”), słabszego gojenia się ran, a nawet braku najlepszej obrony przed zarazkami, czyli gorączki. Często zdarza się, że osoba z cukrzycą nigdy nie gorączkuje – ale przez to gorzej radzi sobie z pozbyciem się wirusów. Z drugiej strony nadmiar glukozy we krwi, moczu, pocie jest świetną pożywką dla bakterii, które jak już nas złapią – nie chcą takiego świetnego środowiska opuszczać – co sprzyja nawracającym i długim infekcjom. Po trzecie, organizm walczący z zarazkami potrzebuje do pracy więcej energii, wobec czego uruchamia się mechanizm metabolizujący powodujący podwyższenie glikemii i osłabienie działania insuliny. U zdrowych osób trzustka automatycznie wydziela większą ilość insuliny, a u osób z cukrzycą… Cóż, wszyscy wiemy, jak cukry „skaczą”, gdy jesteśmy chorzy. To niestety takie zamknięte koło – cukry rosną z powodu choroby, a właśnie z tego względu „wróg” tym bardziej nie chce nas opuścić i tym trudniej nam poradzić sobie z infekcją.
Chcesz wyzdrowieć? „Opanuj” glikemię
Bo kluczem do szybkiego powrotu do zdrowia jest – oczywiście oprócz przyjmowania leków i leżenia w łóżku – wyrównana glikemia. A wszyscy wiemy jakie to trudne, gdy nie mamy własnej insuliny. Musimy wtedy kombinować. Osoby z cukrzycą, które są na tzw. klasycznej insulinoterapii, czyli mają z góry ustalone dawki insuliny, a do tego prowadzą specjalnie dostosowaną dietę, muszą liczyć się z tym, że wyniki ich pomiarów będą po prostu wysokie. Osoby takie powinny skonsultować się z lekarzem – w jaki sposób zwiększyć dawkę i której insuliny – długo- czy krótkodziałajacej? Czy zmodyfikować dietę? Bywa także, że osoby z cukrzycą typu 2, które normalnie stosują tylko tabletki, powinny na czas infekcji rozpocząć insulinoterapię. Ale wszystko powinno być skonsultowane z lekarzem.
Nieco łatwiej opanować wysokie glikemie osobom z cukrzycą typu 1, które są na intensywnej insulinoterapii, czyli takiej, w której samodzielnie można ustalać dawki insuliny, odpowiednio do danych potrzeb. Czy za pomocą penów, czy za pomocą pompy, musimy zastanowić się nad zwiększeniem dawki insuliny bazalnej i/lub wskaźnika na jedzenie. Przy pomocy penów musimy pomyśleć o zwiększeniu insuliny długodziałającej. A jeśli dalej będą podwyższone cukry – zwiększeniu powinien ulec wskaźnik insulina-wymiennik. Musimy to robić jednak bardzo ostrożnie, by z drugiej strony – nie przesadzić. Ryzyko takie może się pojawić, gdy zaczniemy zdrowieć, a dawki dalej pozostaną zwiększone. Zbyt duża poranna dawka insuliny długodziałającej może powodować niedocukrzenia popołudniu. W pompie mamy prostsze rozwiązanie – powinniśmy zastosować „tymczasową dawkę podstawową” i zwiększyć standardową bazę np. o 50 % (programujemy 150 % bazy). Jeśli obawiamy się, że to będzie zbyt dużo, możemy zacząć od mniejszej dawki i stopniowo ją zwiększać. Jeśli zaś zaobserwujemy, że infekcja się kończy, możemy wrócić to standardowej bazy 100 %. A co z bolusami? Tu musimy zastosować metodę prób i błędów – możemy delikatnie zwiększać wskaźniki, aż osiągniemy cel. Jedno jest jednak absolutnie pewne i dotyczy każdej osoby z cukrzycą, bez względu na rodzaj terapii: na pewno trzeba zwiększyć częstotliwość pomiarów i poprawić samokontrolę.
Infekcja czy kwasica?
Najczęściej zapadamy na infekcje, które podnoszą nam cukier. Jednak zdarzają się i takie, które powodują odwrotny skutek – mowa o infekcjach jelit, czy „grypie żołądkowej”. Gdy tracimy apetyt, wymiotujemy, mamy biegunkę – musimy wiedzieć, że jedzenie może nie podnieść nam glikemii, wobec czego – nie jest pewne, czy powinniśmy podawać sobie insulinę na jedzenie. Ostatnio zdarzyło mi się tak zachorować, że mimo jedzenia suchych bułek i nie podawania na nie bolusów, wyniki miałam cały czas poniżej 100 mg/dl. Gorzej jednak było, gdy zaczęłam wychodzić z infekcji: bez bolusów moje cukry zaczęły wręcz „pikować”!
Tu muszę poruszyć jeszcze jedną rzecz: wymioty, przy których stężenia cukru we krwi są niskie lub normalne, oznaczają infekcję. Jednak jeśli przy wymiotach pojawiają się bardzo wysokie cukry oznaczać one mogą jedno – to kwasica ketonowa. Wymioty są objawem znacznego nadmiaru ciał ketonowych, które organizm w ten właśnie sposób chce wydalić. Do takiej sytuacji może dojść w szczególności, gdy jesteśmy użytkownikami pompy insulinowej i korzystamy tylko i wyłącznie z analogu insuliny krótkodziałającej. Wtedy każda jedna awaria (zatkane wkłucie, zła insulina, pęknięty dren, brak baterii itp.) może skończyć się kwasicą. Zwłaszcza, gdy nie wiemy, że coś jest nie tak, pompa nie sygnalizuje zatkania, a takie sytuacje też się zdarzają. Zdarza się, że w drenie zamiast insuliny jest powietrze, że dren jest pęknięty i insulina zamiast pod skórę wylatuje „w bok”, czy że po prostu – insulina się popsuła (choć to się zdarza bardzo rzadko). Wtedy jedynymi objawami braku insuliny w ciele będzie okropne samopoczucie, wymioty i bardzo wysokie cukry. Związane są one jednak z bardzo niebezpiecznym stanem, jakim jest kwasic. A jeśli to ona, wtedy natychmiast powinniśmy udać się do szpitala. Pamiętajcie, wymioty nie zawsze muszą oznaczać infekcję!
Na zdrowie – samokontrola
Sezon jesienno-zimowy zawsze wiąże się z wysokim ryzykiem infekcji. I choć nasza walka z wirusami i bakteriami może zostać uznana za bezsensowną, to jednak pewne rzeczy mogą wspomóc naszą odporność – wtedy najwyżej zachorujemy raz, a nie 5 razy w roku. Pierwsza rzecz: im stężenie cukru we krwi bardziej zbliżone do stężenia u osób zdrowych, tym mniejsze ryzyko, że to właśnie u nas zadomowią się bakterie, wirusy i grzyby, które przecież kochają „słodkie środowisko”. Druga: regularna aktywność fizyczna, której działanie sprawia, że jesteśmy bardziej odporni na wszelakie infekcje. Trzecia: cóż, to po prostu rozsądek. Bo jeśli przy minusowych temperaturach będziemy chodzić w krótkim rękawku , to już nawet tran nam nie pomoże. A jeśli już nas coś złapie? Nasza w tym głowa, by wyzdrowieć jak najszybciej. A to będzie bardzo utrudnione, gdy nasze cukry będą za wysokie. A więc – mierzmy, kontrolujmy, dawajmy dodatkowe dawki insuliny. Tylko żeby nam się w tej chorobie tego wszystkiego chciało… A-psik!
Katarzyna Gajewska
www.edu-cukrzyca.pl
Do góry