Z cukrzycą na wakacjach
artykuł siódmy, 14.06.2011

Koniec szkoły za pasem, temperatura rośnie… wakacje czuć już w powietrzu. Gdy na dworze jest tak pięknie, a czas spędzany w pomieszczeniach zamkniętych najchętniej byśmy zminimalizowali, zaczyna chodzić nam po głowie wakacyjny wypoczynek. Urlop nad morzem, w górach, na żaglówce, za granicą… Albo na działce, u znajomych, u rodziców – wszędzie, byleby odpocząć od domowych spraw i obowiązków.
Odpocząć od pracy (lub szkoły i prac domowych), rachunków, sprzątania, zmywania, gotowania… Odpocząć od budzika, formalnych strojów, Internetu (!) i komputera. Pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, swobody i bezsennych nocy (albo drzemania przez cały boży dzień). Możemy odpuścić sobie wszystko oprócz jednej jedynej rzeczy – nie możemy zapomnieć o cukrzycy. I że wakacji od niej niestety nie ma. I tak jak trudno jechać nad morze bez kostiumu kąpielowego, za granicę bez dokumentów, w góry bez butów, a w ogóle gdziekolwiek - bez majtek, tak do naszego obowiązkowego bagażu musimy dołożyć „zestaw podróżującego cukrzyka”. Poniżej spis, czego nie możemy zapomnieć, co warto mieć ze sobą i jak się zabezpieczyć przed różnymi niespodziewanymi sytuacjami.
Pobierz PDF z listą "Co zabrać na wakacje"
Insulina
Zacznijmy od najważniejszej rzeczy, bez której funkcjonować byśmy nie mogli: insuliny. To, że na wakacje musimy wziąć pena czy pompę, jest chyba oczywiste. Tak jak na co dzień nie potrafilibyśmy funkcjonować bez insuliny, tak i na wakacjach byłoby to uniemożliwione. Bez dostępu do insuliny prawdopodobnie już po jednym dniu zaczęłaby się w naszym organizmie czaić kwasica ketonowa, a w konsekwencji – prawdopodobnie wylądowalibyśmy w szpitalu. Dlatego, czego jak czego: telefonu, szczotki do zębów czy portfela zapomnieć możemy, ale insuliny – na pewno nie.
Kiedy wyjeżdżamy na dłużej niż 1-2 dni zawsze warto mieć przy sobie kilka dodatkowych fiolek insuliny (zwróćmy uwagę na datę ważności!). Lepiej zabrać jej więcej niż wyliczone na dni zapotrzebowanie, bowiem nigdy nie wiemy, co się nam może przytrafić. Albo wakacje się niespodziewanie przedłużą, albo insulina zepsuje się nam pod wpływem słońca i trzeba będzie codziennie napełniać ampułkę i dren w pompie? Na słońce pod względem insuliny w ogóle trzeba uważać – dlatego warto wszelkie fiolki przewozić i trzymać w specjalnych pojemnikach termoizolacyjnych.
Bez względu na to, czy jesteśmy użytkownikami pomp insulinowych, czy robimy zastrzyki za pomocą pena, nadmiar insuliny obydwu rodzajów (działających i krótko, i długo!) powinniśmy mieć zawsze ze sobą. Zawsze powinniśmy mieć też ze sobą pena i istotny nadmiar igiełek do niego. Dla posiadaczy penów to oczywiste, natomiast pompiarzy może zdziwić. W każdym razie uprzedzam – zawsze istnieje ryzyko, że pompa się popsuje. W końcu to tylko urządzenie. A wtedy, jedynym naszym ratunkiem jest nic innego, jak zazwyczaj niezawodny pen.
Dla pompiarzy
Pompiarze na pewno wiedzą, że ich torba podróżna musi być urozmaicona wszelkim osprzętem związanym ze zmienianiem wkłuć. Wkłucia, dreny, ampułki – musimy wziąć nie tylko tyle, ile wynika z zapotrzebowania na konkretną ilość dni. Musimy mieć ich znacznie więcej, bo znów – coś się może popsuć, lub chcąc nie chcąc mogą nam się zmienić plany (w wersji najmniej spodziewanej – zgubimy paszport i nie będziemy mieli jak wrócić do Polski z zagranicznego urlopu, albo wybuchnie wulkan i na parę dni zamknięta zostanie przestrzeń powietrzna – brzmi nieprawdopodobnie, ale wszyscy wiemy, że się zdarza!). Nie możemy zapomnieć także o dodatkowych bateriach do pompy, etui (szczególnie gdy jest ciepło), sertera do zakładania wkłuć (jeśli używamy), a także o środkach do dezynfekcji i gazikach. Uprzedzam, że w ciepłych krajach (szczególnie, gdy w pokoju nie ma klimatyzacji!) założenie wkłucia graniczy z cudem – skóra natychmiast jest mokra od potu i w związku z tym wkłucie nie ma jak się przykleić. Doświadczyłam podobnej sytuacji, zmarnowałam 4 wkłucia zanim nie przeniosłam się do klimatyzowanego pomieszczenia i cóż… na dwa tygodnie zostało mi tylko jedno zapasowe wkłucie… od tej pory zabieram ich znacznie więcej!
Nie zapominajmy o pomiarach
Drugą najważniejszą rzeczą po dostarczaniu insuliny jest mierzenie cukru we krwi. Wakacje nie zachęcają specjalnie do pomiarów, ale musimy pamiętać, że im jest ich mniej (np. jeden rano, a drugi wieczorem), tym większe ryzyko dużych hiperglikemii. Jeśli mierzymy chociaż 4-5 razy dziennie w kilkugodzinnych odstępach czasowych, przynajmniej mamy szansę na powstrzymanie rosnącego cukru przy stanie np. 230 mg/dl, a nie „złapanie go” dopiero przy 400 mg/dl… Dlatego o glukometrze też zapominać nie możemy. I – przede wszystkim – o paskach. Znacznie lepiej jest mieć więcej pasków (znów uwaga na datę ważności!) i najwyżej wrócić z nimi do domu, niż sprawić tak, by zabrakło. Wakacje to często okres różnych poziomów cukru we krwi – hipoglikemii z powodu wysiłku, hiperglikemii z powodu wakacyjnych potraw. Często zdarza się więc, że częstotliwość pomiarów rośnie. Pamiętajmy też, że glukometr to tylko urządzenie, dlatego również – może się zepsuć. Stąd miejmy również zapasowe baterie do glukometru, a może i nawet – zapasowy glukometr z chociaż jedną paczką pasków. Gdy jesteśmy w cywilizacji, w mieście, nie powinniśmy mieć problemu z dostępem do pasków czy baterii. Jednak na wsi, na łódce czy za granicą, dostanie dodatkowej paczki pasków/insulin itp. może być wręcz niemożliwe.
Czy coś jeszcze?
Oprócz podstawowych urządzeń do samokontroli warto, żebyśmy mieli przy sobie zabezpieczenie na różne – zdarzające się – sytuacje. Obowiązkiem każdej osoby z cukrzycą jest mieć przy sobie cukier/glukozę na ryzyko hipoglikemii. Na cały wyjazd – warto również zabezpieczyć się w większe zasoby cukru. Oczywiście w zależności od miejsca spędzania wakacji – możemy nie mieć dostępu do sklepu, szybkich przekąsek, a ruchu będzie znacznie więcej niż zwykle. A pamiętajcie, że cukier/tabletki z glukozą to najskuteczniejsze lekarstwo na niedocukrzenie, bo poziom cukru we krwi podnosi się po nich zdecydowanie najszybciej. Nawet jeśli nigdy w życiu nie musieliście używać Glucagenu, pamiętajcie również o nim – to nasz jedyny ratunek, gdy stracimy przytomność. Szczególnie gdy jedziemy na obóz, warto, żeby ktoś z opiekunów miał dostęp do Glucagenu i wiedział jak się nim posługiwać. Jeśli jedziemy z kimś bliskim (rodzic, mąż, przyjaciel, dziewczyna itp.), to jemu musimy powierzyć pomarańczowe pudełeczko z Glucagenem. Pamiętajmy też, że w dużej mierze to od nas przede wszystkim zależy, czy stracimy przytomność. Jeśli w miarę wcześnie zorientujemy się, że jesteśmy w stanie hipoglikemii, odpowiednio szybko zareagujemy (cukier!), to zminimalizujemy ryzyko, że kiedykolwiek Glucagen będzie musiał zostać użyty.
Warto też pamiętać o paskach do sprawdzania obecności ciał ketonowych w moczu. Wprawdzie nie musimy używać ich na co dzień, ale jeśli przez dłuższy czas mamy hiperglikemię, tylko za ich pomocą będziemy w stanie sprawdzić, czy wynika ona ze zbyt małej ilości insuliny w organizmie, czy z całkowitego jej braku. Jeśli z braku, pojawia nam się istotne ryzyko kwasicy ketonowej. A tylko paski podadzą nam informację, czy ciała ketonowe są, czy nie. Bo jeśli są – to znaczy, że w naszym organizmie działającej insuliny w ogóle nie ma. I wtedy ten brak musimy nadrobić.
Jeśli chcemy się czuć bezpiecznie, możemy także na wszelki wypadek wziąć telefony do osób, które mogą nam pomóc, gdy coś się wydarzy – telefon do lekarza, do przychodni, warto także mieć telefon do firmy produkującej naszą pompę insulinową – w razie, gdyby coś miało nam się zepsuć. Jeśli wyjeżdżamy na obóz sportowy, albo planujemy np. kurs nurkowania, żeglowania itp. – warto mieć także zaświadczenie od lekarza, że nie ma przeciwwskazań do uprawiania przez nas sportu.
Za granicą…
Jeśli zaś wybieramy się za granicę, warto mieć ze sobą zaświadczenie (w języku polskim i angielskim), że mamy cukrzycę, przyjmujemy określone leki i jesteśmy pod opieką danej poradni. Taki „papier” może nam się przydać na lotnisku, gdy kontrola bezpieczeństwa stwierdzi, że nie możemy wziąć ze sobą insuliny czy pena na pokład samolotu, albo że przechodząc przez bramkę musimy odpiąć pompę insulinową. Taki problem może się pojawić przede wszystkim w czasie wzmożonej ochrony przed terrorystami. Wprawdzie służbiści są bardzo często przeszkoleni w tym zakresie, nie robią problemu, gdy powie im się „na słowo”, że to z powodu naszej cukrzycy, ale a nuż trafimy na kogoś, kto będzie wymagał papierka?
Po głowie pewnie chodzi Wam także kwestia ubezpieczenia – standardowe ubezpieczenie oferowane przez biura podróży, nie obejmuje hospitalizacji związanej z chorobą przewlekłą, tylko „nagłe wypadki”. Sądzę więc, że warto wykupić sobie nieco droższe ubezpieczenie, ale obejmujące pomoc medyczną również w sytuacji choroby przewlekłej (jaką bez wątpienia jest cukrzyca) i związanych z nią wypadków. Bo potem niepotrzebnie narazimy się na nie wiadomo jak duży rachunek. Przezorny zawsze ubezpieczony…
Pozostaje także kwestia przewozu naszego cukrzycowego osprzętu. Jeśli wyruszamy w podróż autem, pamiętajmy, by bagaż ukryć gdzieś w cieniu, a insulinę najlepiej w ogóle przewozić w lodówce czy opakowaniu termoizolacyjnym. Gdy lecimy samolotem, lepiej insulinę mieć w swoim bagażu podręcznym (w luku bagażowym z naszą walizką dzieję się różne rzeczy, poza tym jest tam dość mroźno). Część wkłuć, osprzętu, pasków warto jest mieć przy sobie, a drugą część w bagażu głównym. Czemu? Bo z jednej strony może nam się zagubić walizka, a z drugiej – ktoś może ukraść torbę podręczną. W każdym razie, przez to, że to w niej powinniśmy trzymać insulinę, pena i Glucagen, najlepiej po prostu miejmy torbę podręczną zawsze na oku, przy sobie. Bo tu nie chodzi już „tylko” o dokumenty czy pieniądze. Do tego wszystkiego dochodzi nasze zdrowie.
Udanych wakacji!
Katarzyna Gajewska
www.edu-cukrzyca.pl
Do góry